Recenzja dla Wydawnictwa ZNAK "Czekając na aresztowanie nocą. Relacja Ujgurskiego świadka o ludobójstwie w Chinach" autor: Tahir Hamut Izgil
"Czekając na aresztowanie nocą. Relacja Ujgurskiego świadka
o ludobójstwie w Chinach"
Autor: Tahir Hamut Izgil
Przekład: Adriana Sokołowska - Ostapko
PremieraL 2024-04-02
Recenzja dla Wydawnictwa ZNAK
"Czekając na aresztowanie nocą. Relacja Ujgurskiego świadka
o ludobójstwie w Chinach" autor: Tahir Hamut Izgil
To jedna z tych książek, które czyta się bezpiecznie w fotelu, a które robią coś niewygodnego: wyciągają cię z fotela i stawiają pod ścianą. Bo nie jest to reportaż „o Chinach” ani egzotyczna opowieść z dalekiego świata. To zapis życia w stanie permanentnego zagrożenia, gdzie noc przestaje być porą snu, a staje się czasem oczekiwania na kroki na klatce schodowej.
Autorem jest Tahir Hamut Izgil – poeta, intelektualista, Ujgur, który przeżył to, co dla setek tysięcy innych skończyło się „reedukacją”, obozem, zniknięciem z ewidencji świata.
Tytuł nie jest figurą stylistyczną. To dosłowny opis stanu egzystencjalnego: Izgil kładzie się spać każdej nocy, wiedząc, że może zostać zabrany. Bez aktu oskarżenia. Bez wyjaśnienia. Bez powrotu.
Autor opowiada o: narastającym systemie kontroli w Sinciangu, totalnej inwigilacji (telefony, kamery, punkty kontrolne, „wizyty” urzędników w domach), czystkach wymierzonych w ujgurską inteligencję, i wreszcie o psychologii strachu, która nie krzyczy, tylko cicho się osadza, jak pył.
To nie jest kronika aresztowania. To kronika czekania na nie.
Olbrzymią siłą emocjonalną tej książki, jest wbrew pozorom język ciszy i powściągliwości. Izgil jest poetą i to czuć w każdym zdaniu. Ale to poezja pozbawiona ornamentu. Styl jest suchy, powściągliwy, niemal ascetyczny, jakby autor bał się, że nadmiar słów mógłby zdradzić emocje, które w tamtych warunkach były luksusem.
W tej książce nie ma publicystycznego krzyku, nie ma patosu ofiary, nie ma łatwego moralizowania. Jest natomiast precyzyjna obserwacja, notowanie drobnych przesunięć normalności: ktoś nie odbiera telefonu, ktoś przestaje przychodzić do pracy, nazwisko znika z listy kontaktów, mieszkanie obok nagle jest puste. Ten zabieg literacki działa mocniej niż jakikolwiek akt oskarżenia.
Jednym z najważniejszych tematów książki jest to, że strach nie jest już reakcją, lecz środowiskiem życia. Strach jako system, nie emocja.
Izgil pokazuje, jak ludzie zaczynają samodzielnie się cenzurować, rozmowy skracają się do banałów, pamięć kulturowa staje się podejrzana, język ojczysty bywa obciążeniem.
Najbardziej przerażające nie są opisy obozów (te pojawiają się raczej w tle), ale momenty, w których bohater zaczyna rozumieć logikę opresji i przyłapuje się na tym, że sam zaczyna według niej działać. To moment, w którym władza wygrywa.
Formalnie książka przypomina pamiętnik z ostatnich miesięcy „na wolności”, jest świadectwem, aktem ocalenia. Nie ma tu klasycznej dramaturgii, jest raczej narastające napięcie, jak w thrillerze, w którym wiadomo, że bomba tyka, ale nie wiadomo, kiedy wybuchnie. Każdy rozdział jest jak kolejna noc, jak cisza, nasłuchiwanie, kontrola myśli, kalkulowanie: co powiedzieć, co przemilczeć, co usunąć z telefonu.
To literatura świadectwa, ale też literatura o pamięci: pisanie staje się sposobem, by ocalić sens, zanim zostanie odebrany.
Choć książka dotyczy Ujgurów i Chin, jej sens jest przerażająco uniwersalny. To opowieść o tym, jak:
- władza totalna nie musi używać przemocy non stop, wystarczy, że stworzy jej możliwość,
- człowiek może żyć „normalnie”, będąc jednocześnie zakładnikiem przyszłego zdarzenia,
- kultura, język i pamięć mogą stać się przestępstwem.
Dlatego ta książka rezonuje także z europejskim doświadczeniem XX wieku, z pamięcią okupacji, stalinizmu, nocnych dzwonków do drzwi. Różnica polega na tym, że tu to dzieje się teraz.
Książka nie szantażuje emocjonalnie. Nie epatuje okrucieństwem. A jednak zostawia długotrwały niepokój. Po lekturze już inaczej myślisz o słowie „bezpieczeństwo”, inaczej patrzysz na technologię nadzoru, trudniej uwierzyć w narrację „to nas nie dotyczy”.
To książka, która nie daje katharsis, bo nie ma tu oczyszczenia, jest tylko świadomość.
Dla czytelników przyzwyczajonych do reportażu interwencyjnego książka może wydać się zbyt spokojna, zbyt mało „faktograficzna”, zbyt skupiona na wnętrzu autora. Ale to nie jest wada, tylko świadomy wybór. Izgil nie pisze raportu dla ONZ. Pisze dokument wewnętrznego rozpadu normalności. Pisze dla czytelników literatury świadectwa i pamięci, dla tych, którzy cenią minimalizm i precyzję, dla osób zainteresowanych mechanizmami władzy, ale od strony ludzkiej, nie systemowej i dla każdego, kto uważa, że wolność słowa i tożsamość kulturowa są „oczywiste”.
„Czekając na aresztowanie nocą” to książka cicha, a przez to niezwykle głośna. Nie krzyczy o zbrodniach, ona pokazuje, jak zbrodnia staje się codziennością, a codzienność narzędziem opresji.
To lektura wymagająca emocjonalnie,
ale absolutnie konieczna.
Nie po to, by „wiedzieć więcej o Chinach”, lecz po to, by lepiej rozumieć, czym
jest życie w świecie, w którym noc może zapukać do drzwi.
Dziękuję Wydawnictwu ZNAK za egzemplarz do recenzji.


Komentarze
Prześlij komentarz