"Dusze niczyje"
Autor: Paweł J. Sochacki
Wydawnictwo ZWIERCIADŁO
Premiera: 2024-08-28
Recenzja książki "Dusze niczyje" autor Paweł J. Sochacki
Wydawnictwo ZWIERCIADŁO
Literatura o II wojnie światowej bywa jak stara rana historii: niby już znana, opisana, przeorana przez setki książek, a jednak co jakiś czas pojawia się opowieść, która znów otwiera tę ranę i każe patrzeć w głąb. Taką książką są właśnie „Dusze niczyje” Pawła J. Sochackiego. To powieść historyczna, która nie próbuje szokować tanią sensacją ani epatować wojenną grozą. Jej siła tkwi gdzie indziej, w ukazaniu miejsca, gdzie zbrodnia była codziennością, a ofiarami byli ludzie niemający nawet prawa do własnego cierpienia.
Historia opowiadana przez Pawła Sochackiego zaczyna się jak ratunek, a kończy jak wyrok.
Akcja powieści rozgrywa się pod koniec II wojny światowej. Główna bohaterka, młoda kobieta o imieniu Erna, cierpi na depresję i nerwicę po traumatycznych doświadczeniach wojennych. Rodzina wysyła ją do szpitala psychiatrycznego z nadzieją, że odzyska równowagę. Początkowo wydaje się, że trafia do miejsca leczenia, do azylu dla ludzi złamanych przez wojnę.
Jednak szybko okazuje się, że azyl jest tylko pozorem.
Erna zostaje przewieziona do zakładu w Obrawalde (dzisiejsze Obrzyce w Polsce), gdzie odkrywa przerażającą prawdę: instytucja mająca ratować ludzi jest w istocie machiną ich powolnego uśmiercania. Pacjenci głodują, są poniżani, wykorzystywani do eksperymentów, a wielu z nich po prostu znika bez śladu. W rzeczywistości miejsce to jest jednym z ogniw nazistowskiego programu eliminacji osób uznanych za „nieprzydatne”.
Erna staje się świadkiem tej zbrodni, a z czasem także jej mimowolną uczestniczką, gdy zostaje przydzielona do pracy w administracji i poznaje mechanizm systematycznego zabijania pacjentów.
Największym ciężarem tej książki jest bezbronność.
Najbardziej przejmującym elementem powieści nie jest sama brutalność wydarzeń. To raczej świadomość, że ofiary tej historii są podwójnie bezbronne.
Po pierwsze – są pacjentami
psychiatrycznymi, ludźmi, którym społeczeństwo i tak często odmawia pełnego
głosu.
Po drugie – żyją w czasie wojny, w świecie, w którym ludzkie życie przestaje
mieć wartość.
Sochacki pokazuje więc tragedię ludzi, których nikt nie broni. To właśnie dlatego tytuł „Dusze niczyje” brzmi tak przejmująco – bo opisuje ludzi, których państwo, medycyna i ideologia nazistowska uznały za zbędnych.
Powieść jest fikcją literacką, ale opiera się na faktach historycznych. Zakład w Obrawalde rzeczywiście funkcjonował jako miejsce eksterminacji pacjentów psychiatrycznych w ramach programu eutanazji prowadzonego przez nazistów.
Autor korzysta z tego tła w sposób bardzo umiejętny. Nie zamienia książki w reportaż – pozostaje powieścią psychologiczną – ale jednocześnie czytelnik ma poczucie, że opisana tragedia wydarzyła się naprawdę.
To właśnie czyni tę historię tak ciężką emocjonalnie. Obserwujemy bohaterów niczym światło w miejscu bez nadziei.
W powieści pojawia się wiele postaci pacjentów i pracowników zakładu. Jedni ulegają systemowi, inni próbują zachować resztki człowieczeństwa. Autor pokazuje, że nawet w najciemniejszym miejscu mogą istnieć drobne gesty solidarności: kawałek chleba podany współwięźniowi, ukradkowa rozmowa, cicha pomoc.
Erna staje się symbolem moralnej walki, człowieka, który musi zdecydować, czy przetrwanie jest ważniejsze niż wierność własnemu sumieniu.
To pytanie powraca przez całą książkę.
Styl autora jest sugestywny, nieskomplikowany w przekazie. Sochacki nie popisuje się literacką ornamentyką, raczej buduje atmosferę poprzez szczegół, rytm scen i emocje bohaterów.
Często stosuje kontrast i opisuje piękno przyrody wokół mrocznego zakładu, by już po chwili ukazać Czytelnikowi piekło, które dzieje się za jego murami.
Ten zabieg działa niezwykle mocno, przypomina, że zbrodnia może istnieć obok zwyczajnego świata.
Dla mnie największą wartością tej książki nie jest jednak samo przedstawienie okrucieństwa wojny.
To przywrócenie pamięci.
„Dusze niczyje” przypominają o jednej z mniej znanych zbrodni nazizmu: eksterminacji osób chorych psychicznie. Autor oddaje głos tym, którzy przez dziesięciolecia byli właściwie nieobecni w zbiorowej pamięci.
W tym sensie książka spełnia rolę nie tylko literacką, lecz także moralną.
„Dusze niczyje” to powieść trudna, ale potrzebna. Nie jest to lektura lekka ani pocieszająca. To książka, która zostawia czytelnika z ciężarem pytań o naturę człowieka, o granice posłuszeństwa wobec systemu i o to, jak łatwo można odebrać ludziom ich godność.
To literatura, która nie pozwala przejść obojętnie.
Bo kiedy zamyka się ostatnią stronę,
pozostaje jedna myśl:
największym zwycięstwem tej historii jest to, że dusze, które miały być
niczyje, jednak zostały zapamiętane.

Komentarze
Prześlij komentarz