"Wampir z Osielska"
Autor: Krzysztof Drozdowski
Wydawnictwo Skarpa Warszawska
Premiera: 2026-03-25
Recenzja dla Wydawnictwa Skarpa Warszawska
"Wampir z Osielska" Krzysztof Drozdowski
Są książki, które się czyta. I są takie, które się przeżywa – z narastającym niepokojem, z uczuciem, że ktoś zagląda nam przez ramię. „Wampir z Osielska” należy do tej drugiej kategorii.
I trzeba to powiedzieć jasno: to pełnokrwisty true crime. Tę książkę odbiera się nie jak powieść, lecz jak film dokumentalny zapisany na papierze. Czytelnik nie „śledzi fabuły” – on uczestniczy w rekonstrukcji zdarzeń. Autor prowadzi nas przez materiał dowodowy, przez kolejne etapy śledztwa, przez słowa, które kiedyś padły naprawdę.
Przez wiele stron ciągną się fragmenty zeznań sprawcy, świadków, funkcjonariuszy prowadzących dochodzenie. To nie są krótkie cytaty dla ozdoby: to obszerne, surowe zapisy, które nadają całości rytm niemal stenograficzny. Momentami można odnieść wrażenie, że siedzi się w sali przesłuchań, słyszy skrzypienie krzesła, czuje ciężar ciszy między pytaniem a odpowiedzią.
Do tego dochodzi jeszcze jeden element, który nie pozwala zachować dystansu: materiał fotograficzny z akt sprawy. Zdjęcia są brutalne, bez upiększeń, bez filtra i właśnie dlatego tak mocno działają. Nie pozwalają uciec w bezpieczną fikcję. Przypominają, że to wszystko wydarzyło się naprawdę, że za słowami stoją konkretne ciała, konkretne miejsca, konkretne życie przerwane nagle i bez sensu.
Największą siłą tej książki jest jej psychologiczna głębia. Portret sprawcy nie jest jednowymiarowy, bynajmniej. Nie dostajemy tu potwora z legend, lecz człowieka, którego mechanizmy działania budzą w nas ogromny niepokój właśnie dlatego, że sprawca do pewnego momentu wydaje się normalnym człowiekiem, mającym takie, a nie inne zapędy. I w tym tkwi prawdziwy ciężar tej opowieści. Czytelnik, zamiast bezpiecznie odsunąć się od „innego”, zostaje zmuszony do niewygodnego pytania: gdzie kończy się normalność, a zaczyna potworność? Biegli przedstawili obraz osoby nadpobudliwej seksualnie, u której z biegiem lat narastał sadyzm seksualny.
Narracja jest precyzyjna, momentami wręcz ascetyczna. Autor nie epatuje okrucieństwem i bardzo dobrze. Paradoksalnie to właśnie dokumentalna surowość, brak literackich ozdobników, sprawia, że całość działa z podwójną siłą. Styl przypomina raport, ale pod jego powierzchnią pulsuje coś więcej: rzetelne reporterskie przedstawienie faktów. I nic więcej.
Nie sposób też nie docenić tła społecznego. Osielsko nie jest tu tylko miejscem. Ono staje się symbolem. Mała społeczność, która nagle musi zmierzyć się z czymś, co burzy jej porządek, jej poczucie bezpieczeństwa. Autor pokazuje, jak zbrodnia rozlewa się poza miejsce zdarzenia, jak wnika w codzienność, w rozmowy, w milczenie.
Czy są słabości? Dla niektórych czytelników tempo może wydać się zbyt powściągliwe, a momentami wręcz przytłaczające przez nagromadzenie materiału źródłowego. Ale to zarzut pozorny. Ta książka nie chce pędzić. Ona chce, żebyśmy zostali. Żebyśmy patrzyli długo, uważnie, bez odwracania wzroku.
„Wampir z Osielska” to literatura, która nie daje ukojenia. Nie oferuje łatwego katharsis. Zostawia nas raczej z ciężarem i z myślą, że prawdziwe historie bywają bardziej przerażające niż fikcja.
To nie jest książka na jeden wieczór. To jest doświadczenie. I – jak każdy dobry dokument – zostaje w człowieku na długo, jak echo, które nie chce ucichnąć.
Przy tej książce nadmienić trzeba słów kilka o samym autorze, Krzysztofie Drozdowskim. To twórca, który od lat z uporem – niemal archiwistycznym – wraca do spraw mrocznych, zapomnianych, często niewygodnych. Jego pisanie ma w sobie coś ze starej szkoły reportażu: nie goni za efektem, tylko grzebie w dokumentach, śledzi ślady, wydobywa głosy, które dawno ucichły.
Drozdowski nie boi się tematów brutalnych, przeciwnie, zdaje się je wybierać świadomie. Interesują go zbrodnie, które rozsadzają porządek społeczny, burzą iluzję bezpieczeństwa i zmuszają do spojrzenia w oczy temu, co zwykle zamiata się pod dywan. I robi to bez histerii, bez sensacyjnego nadęcia, raczej z chłodem badacza, który wie, że prawda nie potrzebuje ozdobników.
W jego książkach – także w „Wampirze z Osielska” – czuć konsekwencję: fakty mają mówić same za siebie. Stąd ta dokumentalna forma, obszerne cytaty, materiał dowodowy, fotografie. To nie jest literatura „do czytania dla przyjemności”. To jest praca z materią trudną, ciężką, czasem wręcz odpychającą, ale takie zdarzenia opisuje autor.
Dziękuję za egzemplarz do recenzji.

Komentarze
Prześlij komentarz